O Fundacji

O Adopcji

Psy Do Adopcji

Ratuj z Nami

Kwota w PLN:

Tutka – w małym ciele wielki duch

DSC_0550

 

ZAADOPTUJ MNIE WIRTUALNIE ! KLIKNIJ —-> TUTKA ADOPCJA WIRTUALNA

***

„Cześć! Halo halo tu jestem! Widzisz mnie? Zabierzesz mnie do domu?” wśród setek podobnych głosów usłyszałam TEN.Tutek11
„Nie mogę, zabiorę psa, którego nikt nie chce, który nie ma szans na adopcję bo jest stary, chory i brzydki”
„Ale ja tak bardzo chcę z Tobą iść. Tyle osób obiecuje, że się mną zaopiekuje. Idą tam do jakiegoś biura, rozmawiają i już nie wracają. A ja czekam bo tak bardzo chcę kochać i być kochana.”
” Poczekaj, pójdę i porozmawiam.”
„I nie wrócisz, jak wszyscy…”

OLYMPUS DIGITAL CAMERATutkę poznałyśmy w lubelskim schronisku podczas odwiedzin kolejnego już schroniska w Polsce. Swój apartament miała tuż przy wejściu. Płotek, budka, piasek, miski i zabawki – to był jej raj. Godzinami wypatrywała człowieka który poza początkowymi zachwytem pokocha ją tak do końca, na zawsze. Planowo miał być to pies stary, nieadopcyjny, taki, który będzie potrzebował opieki na ostatnie swoje chwile i z odzyskaną godnością przekroczy bramy Tęczowego Mostu. Plany jednak popsuła pewna Mała Czarna…

„Ej Ty! Ej! Do Ciebie mówię! Czy dostałaś już ode mnie buziaka?!” – krzyczała pomiędzy przytulaniem się do Ewy a wypatrywaniem kolejnych osób, które przechodziły obok.

„Ona siedzi tu już rok” – powiedział pracownik schroniska.
„Jak to? I nie ma na nią chętnych? Idealna mikrosunia z idealnym charakterem.”
„Proszę Pani, są! i to ile!”
„To dlaczego nikt jej jeszcze nie wziął?”
„No bo … ona jest chora…”

Czerwona lampka zapaliła się w naszych głowach. Wyglądający zdrowo pies z oczami, z 4 łapami aż tak chory, ze od roku skazany na schronisko?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA„Jak to chora?”
„Trafiła do nas jako szczeniak, ktoś podobno znalazł ją na ulicy i przyprowadził do nas niestety, jest chora, ciężko chora bo nie trzyma kału i dlatego wszyscy wycofują się z adopcji”

Schronisko zakończyło pracę tego dnia, musiałyśmy wracać…

„No weźmy ją. Przecież to taki fantastyczny pies i taki, któremu nikt poza nami nie pomoże.” – Ewa zaczęła napierać.
„No wiesz, ja nie mogę. Bugi jej nie zaakceptuje i będzie molestował” – nie powiedziała tego wprost ale między słowami wyczytałam „Weź ją do siebie…”
„Mam mieszane uczucia, nie wiem czy poradzę sobie z psem, który robi pod siebie. Z drugiej strony – a może jest szansa, żeby ją naprawić. Dzisiejsza medycyna tak poszła do przodu, poza tym są pieluchy, pikuś!”

Głowa pulsowała od kłębiących się pytań bez odpowiedzi. Nie mogłam zasnąć…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA„Halo! weź mnie do domu. Wszyscy obiecują, że wezmą i zostawiają mnie tutaj…” – cały czas widziałam jej wielkie wyłupiaste oczy a w nich nadzieję na to, ze wreszcie ktoś już na zawsze ją przytuli…

Wróciłyśmy do schroniska po odwiedzinach innego z nadzieją, że znajdzie się ten staruszek, którego od samego początku planowałyśmy. W głowie miałyśmy jednak widok Małej Czarnej a jej temat ciągnął się przez cały dzień podróżowania. Jak zwykle nie do końca przemyślana decyzja kierowana wyłącznie sercem brzmiała TAK.

„Nie wydajemy psów do domów tymczasowych. Nie mogę podjąć decyzji, kierowniczki nie ma”
„Tylko że, my dzisiaj wracamy do Warszawy a tam mała będzie mieszkać w domu tymczasowym. Zorganizowanie czasu i transportu to kolejne dni, tygodnie. A tu trzeba działać od razu, tu trzeba zacząć ją diagnozować, naprawiać.”
„Przykro mi, nie mogę.”

Ze łzami w oczach poszłam do Małej Czarnej. Przez drogę do jej zagródki myślałam jak jej to przekażę, że na razie nie ma szans…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA„O! Wróciłaś! Zabierzesz mnie teraz ze sobą?”
„Kochanie, to nie jest takie proste jak Ci się wydaje, ale obiecuję, że już niedługo będziesz mieszkać z nami, że będziesz traktowana jak członek rodziny i znajdę Ci dom, który pokocha Cię tak samo jak my i podejmie tego trudnego wyzwania jakim jest Twoja pielęgnacja.”
„Ale obiecujesz i dotrzymasz słowa?”
„Dotrzymam. przyrzekam!”
„W schronisku mówią na mnie Landrynka, pamiętaj.”
„Bo jesteś słodka jak cukierek, pamiętam i nie zapomnę.” – uśmiechnęłam się powstrzymując gwałtowny wybuch płaczu, który eksplodował w samochodzie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERADziesiątki telefonów, maili, pism do schroniska . Nigdy tak zawzięcie nie walczyłyśmy o psa. Nigdy wcześniej nie współpracowałyśmy z tym schroniskiem, więc i oni byli pełni obaw. Część ludzi która decyduje się na opiekę nad psem chorym nie daje rady i oddaje psa z powrotem. Powrót do schroniska to koszmar dla psa. Wyciągnięty z kanapy, nauczony zasad zachowania czystości, przyzwyczajony do miłości człowieka, trafia do zimnego boksu, gdzie musi radzić sobie sam, robić pod siebie i czekać aż ktoś znów da mu szansę. Często takiej szansy nie dostaje i umiera w samotności, bólu i cierpieniu… My wiedziałyśmy, ze biorąc ją pod opiekę damy jej czas, tyle czasu ile będzie trzeba. Schronisko jeszcze tego nie wiedziało. Nie piętnowałyśmy ich nieugiętych decyzji robiąc afery na portalach społecznościowych, walczyłyśmy chcąc postawić na swoim i wziąć Małą Czarną pod naszą opiekę. Czekałyśmy cierpliwie i nie poddawałyśmy. Gdyby każdy człowiek był odpowiedzialny tysiące psów nie odpowiadałoby za jego egoizm i okrucieństwo odsiadując często dożywotnie wyroki. Zaufanie do osób chcących zaopiekować się psem również nie budziłoby wątpliwości ale nie w tym przypadku. Mała Czarna była psem specjalnej troski, musiałyśmy zagwarantować to, ze już nigdy nie wróci do schroniska. Po miesiącu pertraktacji udało się i Mała Czarna Landrynka była nasza.

„Halo” „Tuuuuutka! Chodź tu do mnie! Lucek! Nie szarp się! Korek! Nie jedz śmieci!”
„Halo! Teresa! Halo!”
„No już już jestem. Co tam?”
„Teresa, jak ma na imię Twoja sunia? Ta, którą przywoływałaś na początku naszej rozmowy?”
„Tutka, a co?”
„Tutka?” Oczami wyobraźni zobaczyłam Małą Czarną z wyłupiastymi oczami i pieluchą na tyłku wariującą na spacerach i wylegującą się na kanapie
„A wiesz? Właściwie to nic… Olśniło mnie. Mam nadzieję, że nie będziesz miała pretensji jak nasza kolejna podopieczna zostanie właśnie na Tutkę przechrzczona”
„No coś Ty!”

To było TO IMIĘ. Pierwszy krok odzyskiwania godności psa porzuconego, który czekał na pomoc. Szacunek, miłość i odpowiedzialność za podjęte decyzje. To ofiarowałyśmy Tutce i tego wymagać będziemy gdy znajdziemy jej prawdziwy dom.

„Halo! Halo! Mała Czarna Landrynko! Gdzie jesteś?”OLYMPUS DIGITAL CAMERA
„O! Wróciłaś! Jako pierwsza z tych, których poznałam dotrzymałaś słowa!”
„Wróciłam po Ciebie i zabieram jak obiecałam.”
„Naprawdę? I nie pozwolisz, żebym kiedykolwiek tu wróciła”
„Nie pozwolę. Obiecuję. I wiesz co? Mam dla Ciebie niespodziankę. Ofiaruję Ci godność i szacunek. Na początek nowej drogi życia dam Ci nowe imię – Tutka – podoba Ci się?”
„Tutka! Tutka! Bardzo mi się podoba! Mam imię, swoje własne tra la la la, i człowieka! i wychodzę! i jadę do domu!”

Zmęczona wolnością położyła swój czarny łepek na moich kolanach. Zasnęła. Obudziła się już w domu. Tutka – podopieczna Fundacji Mikropsy szuka domu.

***

OLYMPUS DIGITAL CAMERA„Tutka, bo w schronisku mówili, że z Ciebie nie leci tak cały czas to co ja mam robić? Założyć Ci tą pieluchę czy nie?”
„Pieluchę? Tą, którą zdjęłam sobie i zostawiłam w tamtym pokoju?”
„Nie, tą którą nałożę Ci na tyłek bo cała noc przed nami”
„Weź daj spokój. Nie mam czasu na jakieśtam pieluchy. O patrz! tu jeszcze nie byłam. Łóżko! Ale wysokie! dam rade na nie wejść! e? nie dam! Halo!!!! Czy możesz mi pomóc? Ale poczekaj, tam jeszcze sobie pójdę, o i jeszcze tam! Dziewczyny, rzućcie mi tą zabawkę. Ej Ty! Duża! Bawisz się trochę? Dobra dobra Jak nie masz ochoty to trzeba było delikatnie do mnie a nie z wrzaskiem. Siwa! To może Ty poszarpiesz się ze mną tym sznurkiem co go znalazłam. No weź dawaj! Ciągnij z jednej a ja z drugiej.”
„Tutka – Czy Ty czasami śpisz?”

DSC_0105Nowy członek naszej rodziny wzbudził zachwyt moich dzieci. Inne psy podeszły do tego jak zawsze „O rany, znowu coś przytachała do domu i będzie nam kanapę zajmować.” Ale takiego przypadku jeszcze nie miałyśmy. Pies w pieluszce albo raczej bez bo pierwszej nocy postanowiłam nie zakładać. Wszak miała nie robić non stop…

Niedziela – dzień mega totalnego lenistwa. Nasza pierwsza niedziela. Jedno oko ledwo co mi się otworzyło, jak strasznie nie chciało otworzyć się drugie…. Moja dłoń jak co ranek powędrowała po pościeli odpowiadając na pytanie – które leży koło mnie. Krótkowłose, małe coś przyklejone do mnie głośno chrapało. Dłoń powędrowała coraz niżej i niżej i poderwałam się z łóżka jak oparzona. Pościel była mokra! Zerwałam się z łóżka i z przerażeniem biegałam po domu budząc wszystkich.

„Tutka! Byłaś na łóżku u dzieci, spałaś też na moim, buszowałaś w kuchni, dobierałaś się do szafy z przysmakami. Próbowałaś otworzyć też szafkę z koszem na śmieci ale Ci się nie udało!”
„No coś Ty! ja??? To nie ja!”
„Tutka! Przyznaj się i powiedz gdzie jest śmierdziel smakołyk którego wyciągnęłaś z szafki!”
” o rany! a skąd Ty wiesz że to ja wszędzie buszowałam! Może to ktoś inny, może Duża albo Siwa?”
” Kochanie… nie założyłam Ci pieluchy i wiem o każdym Twoim ruchu…”

Po tym jak dorosły moje dzieci i bokiem mi wyszło macierzyństwo nigdy nie przypuszczałam, że kiedykolwiek wyląduję na dziale niemowlęcym. Los bywa jednak przewrotny a życie płata różne figle. Tutka została w domu z zamontowanymi na sobie podpaskami wszelakiego rodzaju posklejanymi taśmą wzmocnione wszystkim co się dało tak, żeby starczyło na chociaż kilka godzin zakupów a my buszowałyśmy wśród pieluch, mokrych chusteczek i body spośród sterty towaru na półce sklepowej wybierając to co będzie najlepsze dla Tutki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA„O kurde! Patrz! Powinno być idealne i po zakończeniu Euro jest przecenione!” krzyczała zachwycona dziecięcym body Ewa. „Mały Kibic” powędrował więc do koszyka. 10 lat temu było tego zdecydowanie mniej. Krem na odparzenia, płyn do mycia tyłka nawilżający byle nie Johnsona – moje dzieci miały a niego uczulenie, mokre chusteczki w ilościach hurtowych. Wózek załadowany, na stercie kilku paczek różnych rozmiarów pieluch „Mały Kibic”.

 

„Siema! Gdzie kupię takie spinacze biurowe jakimi były spięte dokumenty, które ostatnio od Ciebie dostałam? Bo potrzebuje w OLYMPUS DIGITAL CAMERAilościach hurtowych!”
„A po co Ci?”
„Mam psa, który robi pod siebie. Jest u mnie kilka dni. Wszystkie pieluchy z niej spadają bo jest śliska. Ogonek ma taki wiesz, nieczynny wcale który cały czas się odparza. nie robię nic innego tylko sprzątam. Za każdym razem gdy wracam pieluchy na jej tyłku nie ma, body wisi na niej całe obsrane więc piorę jedno po drugim cały czas. Nie mam już siły, nie wiem co mam zrobić… Wymyśliłam teraz że będę ubierać ją w kaftanik posterylkowy a pieluchę przypinać tymi spinaczami, żabki wyrwane z całego karnisza nie do końca zdają egzamin.”
„No kto jak kto ale Ty nie wiesz co robić? To dopiero kilka dni, dasz radę, wkrótce opracujesz system idealny, przyzwyczaisz się, wszak wywaliła Twoje życie do góry nogami – daj sobie czas na to, żeby się przestawić. Zrób to, co mówisz innym ludziom podczas adopcji – po miesiącu składamy reklamacje! i przyjedź po te spinacze, dam Ci ich całą wielką paczkę.”
„Masz rację, po miesiącu jej i mojej aklimatyzacji mogę składać reklamacje. Będzie dobrze, nie może być inaczej!” Reklamacji nie złożyłam nigdy…

OLYMPUS DIGITAL CAMERAWyczekiwany termin wizyty u lekarza, który potrafi czynić cuda zbliżał się wielkimi krokami. „Mały Kibic” wręcz idealnie dopasowany do jej rozmiaru załatwił sprawę spadającej pieluchy. Pozostawał problem wiecznie odparzonego ogonka, który nie dość, że bolał smarowany „sudocremem” to jeszcze dyndając bezwładnie na spacerach rozmazywał cała jej zawartość. Regulowanie jelit trwało ale było już zdecydowanie lepiej. Poznawałam ją od nowa realizując plan idealny. Wizyta u lekarza często nazywanego przeze nas „artystą w swoim fachu” nie przyniosła niestety spodziewanych efektów. „Pani Magdo – jest masakra” Tutka miała wadę kręgosłupa a raczej brak jego kawałka, do którego u zdrowego psa podpięte są „kabelki” odpowiedzialne za prawidłową pracę zwieraczy. Po wysłuchaniu dziesiątek nazw jak dla mnie niezrozumiałych tak właśnie przełożyłam to sobie na język polski. Późniejsze próby zakwalifikowania Tutki do przeszczepu komórek macierzystych również nie przyniosły rezultatu. Jedno było pewne – pielucha. przewijanie, podcieranie, strzyżenie i opieka to nieodłączne elementy życia z Tutką.

Tutek2„A jakbym chciała opowiedzieć komuś co dał mi los i opowiedzieć o Tobie to kim Ty dla mnie jesteś?”
„Tymczasową mamą a kiedyś ciocią bo znajdę Ci mamę na stałe”
„A dlaczego?”
„Bo wiesz, w naszej Fundacji jest tak, że bierzemy takie biedne psiaki jak Ty i dajemy im dom, dom tymczasowy. Opiekujemy się nimi i kochamy bardzo mocno ale również szukamy domów takich, które będą Was kochały tak jak my.”
„A będziesz płakała jak znajdziesz mi dom?”
„Tuteczko, będę wyła z rozpaczy i tęsknoty. Tak jak płakałam za każdym innym psiakiem, który u mnie mieszkał.”
„To dlaczego musisz mnie oddać?”
„Bo w schroniskach na to jedno miejsce w każdym domu tymczasowym czekają tysiące psich istnień. Są przerażone, chore, gryzą ze strachu i żyją w najciemniejszym kącie boksu. Potrzebują pomocy a my im ją dajemy.”
„A będziesz mnie dalej kochać?”
„Tak samo mocno jak kocham teraz i nigdy nie przestanę!”

DSC_0322Każdego dnia poznawałyśmy się na nowo, każdego dnia coś nowego dochodziło do „instrukcji obsługi Tutki” aż wreszcie system idealny został odkryty. Idealny rozmiar pieluch, idealny rozmiar i kształt body niemowlęcego. Funkcjonowałyśmy normalnie, o składaniu jakichkolwiek reklamacji nie myślałam. W międzyczasie usunięto Tutce ogonek – totalnie niepotrzebny i bezwładnie wiszący, wiecznie odparzony zbędny element. Problem odparzeń został więc rozwiązany. Pozostało już tylko znalezienie domu idealnego takiego, który pokocha Tutkę na zawsze i w pełni odpowiedzialnie będzie opiekował się nią aż do końca.

***

„No i co? Ktoś mnie chce?”

„Niestety Tutku, nikt… ale wszyscy Cię kochają!”

„No i co ze mną będzie? Wrócę do schroniska? Przecież sama mówisz, że jestem wymagająca i potrzebuję opieki. Nikt (poza ciocią Jolą nie chce się mną opiekować gdy wyjeżdzasz. Jestem problemem?”

„Szczerze? Czasami rzeczywiście jesteś. Codzienna obsługa to kwestia przyzwyczajenia. Czasami jednak jakieś przeszkody staną nam na drodze, ale przecież radzimy sobie jakoś, prawda? o problemy są po to aby je rozwiązywać a nie się ich pozbywać, wiec dajemy radę :)”

„No ale mówiłaś, że tylko tymczasowo u Ciebie mieszkam? I co teraz ze mną będzie ? przecież nikt mnie nie chce…Wrócę za kraty?”

„Nigdy! Zostaniesz z nami już do końca!”

***

25 maja 2013 roku Tutka zmieniła miejsce zamieszkania. Ze schroniskowego boksu „zległa” w mikropsiejskich pieleszach aż po czubek nosa, który często wystaje znad kołdry i daje do zrozumienia „Sama sobie idź na spacer. jest zimno, ja zostaje”

Tutka rozkochała w sobie wszystkich, którzy ją poznali. Osiedlowi ochroniarze kłaniają jej się w pas, Panie sklepowe już szykują małe co nieco gdy tylko zobaczą małego czarnego Diabełka wbiegającego pędem do sklepu od razu kierującego się za ladę (<—ciii :) )

Tutke kochają także dzieci, które rozczulają się i rozpływają widząc ją w swoim szykownym ciuszku „Hello Kitty”. Bo Tutki nie da się nie kochać.

Jednak, miłość nie wystarczy aby Tutka byłą w pełni szczęśliwa. Tutka wymaga dużej opieki, nie tylko finansowej ale przede wszystkim – kilka-kilkanaście razy dziennie zmienianych pieluch, mycia, smarowania kremem no i jak niestety się okazuje również inwestycji finansowych bo zdrowie zaczyna szwankować.

Instrukcja obsługi Tutki

Codziennie

– zmiana pieluch (ok 10-12 razy dziennie) + chusteczki + krem na odparzenia (niestety czasami się odparza, ale nie jest to spowodowane zbyt długo trzymającą się pieluchą lecz wycieraniem chusteczkami)

rano i wieczór
– mycie tyłka :)

– wynoszenie pieluch do śmieci

– 2,3 razy dziennie mokre jedzenie

– 1 tabletka żurawiny + tabletki z Beta Glukanem na odporność

– ciągła obserwacja

– przytulanie, całowanie, układanie na podusi, masowanie i drapanie :)

Co tydzień/dwa

– strzyżenie Tutki (zachowanie higieny)

Co miesiąc (ostatnimi czasy)

– odkleszczanie

– badanie krwi i moczu (ale wcześniej było co pół roku)

Co pół roku

– badania – USG, krew, mocz

Nagłe działania nieporządane

– zbyt długo trwające chrumkanie (zastrzyk przeciwzapalny)

– mega kolon – zatrzymanie kału w jelitach – niezależnie od pory natychmiastowa wizyta u weterynarza i sedacja oraz płukanie jelit (lewatywa)

– apatyczność, brak apetytu, szklane oczy, zabawki leżące w kącie – weterynarz

 

 

Jeżeli nie możesz wziąć Tutki do siebie, zaadoptuj ją wirtualnie! Kliknij TU abo wesprzyj ją finansowo/rzeczowo. Tutka zawsze potrzebuje wsparcia…

fundacja MIKROPSY

ul. Bluszczańska 76 lok 177
00-712 Warszawa

nr konta 22 1090 1043 0000 0001 2026 4644
w tytule Darowizna na cele statutowe TUTKA

SWIFT: WBKPPLPP
IBAN : PL22109010430000000120264644
paypal fundacja@mikropsy.org